Pewnie koło prawdziwego chili con carne to moje nawet nie
leżało, ale co tam… kuchnia fusion jest teraz modna.
W ogóle śmieszy mnie jak „znafcy” krytykują przepisy,
które są jakąś wariacją na temat oryginału. Dzisiaj każdy może eksperymentować
w kuchni, próbować smaków, mieszać, profanować i robić co mu się podoba. W
końcu o gustach się nie dyskutuje. Jednemu może smakować tatar z najlepszej
wołowiny głaskanej i masowanej w słońcu, a drugi na samą myśl ma odruch
wymiotny. Modne ostatnio sushi jest dla mnie niejadalne, a próbowałam go w
różnych miejscach. A gotowane czy smażone owoce morza uwielbiam! Najważniejsze
jak dla mnie jest próbowanie, wyrabianie sobie opinii o różnych smakach, zarówno
podczas wojaży po świecie jak i po restauracjach w okolicy. Ja często z
wycieczek przywożę do domu pomysły na nowe dania czy desery. Równie często
wracam z przekonaniem, że czegoś już w życiu nie tknę.
Te ulubione odtwarzam w domu zgodnie z moim wyczuciem i
fantazją. Czy smakują jak oryginał? W życiu!
Dlatego dziś przedstawiam Wam...
Spolszczone Chili con carne z
niespodzianką
Składniki: (na 4-5 konkretnych porcji)
- 1 średnia cebula
- 2 ząbki czosnku
- 3-4 łyżki oliwy
- 500 g zmielonej wołowiny (raczej chudej)
- puszka siekanych pomidorów w zalewie (w lecie polecam trochę się wysilić i użyć świeżych pomidorów – wtedy dajemy 5-6 sztuk)
- 2-3 łyżki koncentratu pomidorowego
- ½ puszki czerwonej fasoli bez zalewy
- ½ puszki odsączonej kukurydzy
- przyprawy do smaku – kumin (podobno musi być – u mnie nie było, więc dodałam przyprawy do dań meksykańskich), sól, pieprz, papryka słodka
- I… niespodzianka – 2-3 szt. suszonej papryczki pepperoni dodanej w całości (kupuję ją na lokalnym targu)
Zaczynamy od posiekania cebuli
i czosnku. Smażymy je krótko na oliwie w garnku z grubym dnem. Jak cebulka się
zeszkli to wrzucamy mięso, dodajemy sól i świeżo zmielony pieprz. Na tym etapie
lepiej oszczędzać przyprawy, ponieważ ostatecznie będziemy doprawiać potrawę na
końcu. Przesmażamy krótko mięso, dorzucamy do niego pomidory z puszki. Jeśli
używamy pomidorów świeżych to koniecznie je trzeba najpierw sparzyć i obrać ze
skóry. Następnie niedbale posiekane wrzucamy do mięsa. Dodajemy resztę przypraw
i naszą niespodziankę – pepperoni. Dusimy wszystko co najmniej pół godziny na
małym ogniu. Jak ilość płynu się zredukuje na tyle, że powstanie gęsty sos,
dodajemy kukurydzę, fasolę i koncentrat. Gotujemy jeszcze wszystko 10 minut i
odstawiamy, żeby smaki się przegryzły.
Jeśli po tym czasie okaże się,
że potrawa jest niedoprawiona, to można dodać trochę przypraw.
Chili con carne najbardziej
smakuje mi z ryżem, chlebem lub tortillą, najlepiej samodzielnie wykonaną.
Wkrótce zamieszczę przepis na domowe tortille, przy okazji innego przepisu.
Zobaczycie, jakie są łatwe do przyrządzenia.
A gdzie niespodzianka? –
spytacie. Pamiętacie, że w sosie pływają wściekle ostre papryczki? Jeśli komuś
się trafi na talerzu taka „wkładka” to odkryje prawdziwy smak tej potrawy. W
moim domu zawsze mąż jest ofiarą papryczek. Uwierzcie mi to nie jest moja
złośliwość, czysty przypadek…
¡Adiós!
pysznie wygląda! i fajny pomysł przełamania barwami ojczystymi :)
OdpowiedzUsuń:) Dzięki
UsuńJestem po obiedzie, a czuję głód
OdpowiedzUsuńCzary :)
Jeszcze trochę zostało. Zapraszam :)
Usuń