Przepis ten przywiozłam z jednej z moich zagranicznych wycieczek. To były wyjątkowe wakacje – jedyna w swoim rodzaju podróż przedślubna. Zbieg okoliczności, konieczność wykorzystania urlopu i inne historie skłoniły mnie do przełożenia tego wymarzonego wyjazdu na 2 tygodnie PRZED ślubem. I wiecie co? Z perspektywy czasu było warto. Może inne plany trochę się wtedy posypały (i tego żałuję), ale w gruncie rzeczy nie ma tego złego. Z wakacji przywiozłam piękną opaleniznę, wspomnienia cudnych 8 dni wypełnionych po brzegi przygodami. Piszę to tak, jakbym co najmniej na księżycu była, a tutaj chodzi o niepozorną Tunezję i budżetowe wczasy w 3-gwiazdkowym podstarzałym hoteliku. Co prawda teraz już jestem troszkę mądrzejsza i nie wybrałabym więcej noclegu w takim miejscu, ale mimo wszystko sam wyjazd to była bajka. Plażowanie, 2-dniowa wycieczka na pustynię, rejs statkiem po morzu, codzienne spacery do starej części miasta, na Medinę. I to wszystko w ciągu jednego tygodnia! Było intensywnie, ale ja uwielbiam takie wczasy, kiedy mam czas na wszystko – leżenie plackiem na piachu (tego było najmniej), zwiedzanie, smakowanie lokalnych przysmaków i spacery, spacery, spacery…
Z tamtych wakacji bardzo dobrze pamiętam smak opuncji, którą kupowałam od „lokalesów” na plaży – słodki, orzeźwiający i niepodobny do niczego. Żałuję, że w Polsce właściwie nie da się dostać tego owocu. Pamiętam też, że bardzo zdziwiło mnie jak pyszna jest kuchnia „pustynna”. Co prawda dla turystów z domieszką przysmaków w stylu europejskim i śródziemnomorskim, ale w końcu Tunezja też nad Morzem Śródziemnym leży. Tak czy inaczej, nawet kuskus, którego nie znoszę, miał tam inny, lepszy smak.
Do dziś, gdy oglądam albumy ze zdjęciami z tamtych wakacji, to czuję to przyjemne słońce na twarzy, bryzę morską, ale tez zaduch pustyni. W końcu byłam tam w lipcu, więc Sahara powitała mnie temperaturami powyżej 50°C.
Gdybym miała tam wrócić to z pewnością wybrałabym się do takiej małej knajpki w Hammamecie, gdzie prawie codziennie, wracając z plaży, jadłam najpyszniejsze na świecie kanapki z tuńczykiem, popijając je orzeźwiającym napojem ze świeżych owoców. Jeszcze ten widok na morze i wszechogarniający spokój!
Od tamtej pory (a leci już szósty rok) prawie co niedzielę przygotowuję własną wersję tych kanapek. Przepis jest bardzo prosty – ciabatta, tuńczyk, świeże warzywa i sos czosnkowy. Mój mąż pochłania od razu 2 porcje, a Córeczka połowę mojej kanapki, więc chyba nie trzeba Was zbyt długo namawiać na spróbowanie ich w ten weekend.
Tunezyjskie ciabatty z tuńczykiem
Lista zakupów (na 2 porcje)
- 2 bułki – najlepsze są ciabatty, ale mogą też być półbagietki albo bułki poznańskie
- 1 puszka tuńczyka w sosie własnym – ważne, żeby nie był rozdrobniony
- 3-4 liście sałaty (porwane)
- 1 spory pomidor
- 1 ogórek kiszony
- inne warzywa według uznania – może być cebula, kukurydza z puszki, zwykły ogórek (ale wtedy nie łączyć go z pomidorem), ½ papryki itp.
- ½ kubeczka jogurtu naturalnego
- 1 ząbek czosnku (przeciśnięty przez praskę) szczypta soli i pieprzu
Gdy ciabatka jest lekko zrumieniona (nie przesadzić, bo robi się twarda), to wyjąć na talerz, od razu podpiec drugą bułeczkę w ten sam sposób. Na jednej połówce rozsmarować trochę sosu czosnkowego, wyłożyć połowę puszki tuńczyka i poukładać połowę przygotowanych warzyw. Na to wszystko wylać jeszcze troszkę sosu i przykryć drugą połówką bułki. W tym czasie ciabatta zdąży ostygnąć i bardzo dobrze! Nie znoszę ciepłego tuńczyka z puszki!
Podawać od razu z pyszną kawą z pianką albo innym niedzielnym napojem. Idealnie smakuje z sokiem ze świeżo wyciśniętych owoców. Ale towarzystwo wody mineralnej z cytryną również nie zaszkodzi smakowi tego pysznego śniadania.
Sonka
OdpowiedzUsuńAška, dzięki, skorzystam na pewno :)
Smacznego!
UsuńTuńczyka jadam w niewielu wcieleniach, ale ta zachęca do spróbowania.
OdpowiedzUsuńJa też, szczególnie tego z puszki, który ogólnie nie jest moim ulubionym przysmakiem.
OdpowiedzUsuńzjemy zaraz :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że smakowało :)
Usuń